Żywię mocne przekonanie, że kwartalnik "Kronos" jest bardzo naszej kulturze intelektualnej potrzebny. To bodaj jedyne obecnie nasze pismo, które tak śmiało przekracza granice między filozofią i literaturą, teologią i polityką, mitologią i psychologią – aby odsłaniać ukryte, wzajemne ich filiacje i związki. I chyba jedyne, które zwraca się do niezależnego inteligenta – tego zwłaszcza, który radby się czuć nosicielem etosu klerka, w najszlachetniejszym znaczeniu tego słowa.
Ireneusz Kania

F. W. J. Schelling, Światowieki. W tym kosmosie fragmentów, kłębowisku ułamków – a innym jego imieniem będzie „tradycja europejska“ – późna filozofia Schellinga stanowi galaktykę zupełnie wyjątkową. Schelling, po wydaniu w roku 1809 Traktatu o istocie ludzkiej wolności, nie ogłosił już drukiem żadnego poważnego dzieła filozoficznego. Tak więc Schelling milknie. Milknie – w wieku niemalże Chrystusowym, bo mając lat trzydzieści cztery. I przez resztę swojego życia pracuje nad dziełem, którego ukończyć nie potrafi, a które nieco bardziej spójną postać przyjmie dopiero w jego słynnych wykładach berlińskich z lat czterdziestych tamtego stulecia. Te wykłady, zatytułowane Filozofia mitologii i Filozofia Objawienia, wyda po jego śmierci syn Karl, narzucając im jednak – jak się dzisiaj uważa – własny porządek i łącząc w całość, która w rzeczywistości nigdy nie istniała.
Czytelnik Schellinga staje więc wobec niezwykłego uniwersum tekstualnego: uniwersum pozbawionego dzieła (a zatem pozbawionego Centrum), gdzie wszystko jest wykładem (a zatem tekstem okolicznościowym, przeznaczonym dla jakiegoś konkretnego grona słuchaczy), wobec uniwersum pełnego kompilacji (Karl Schelling uzupełniał wykłady berlińskie o wcześniejsze manuskrypty), kopii i odpisów (wykłady Schellinga z lat dwudziestych i trzydziestych wydawane są dzisiaj z notatek studentów). W uniwersum tym można napotkać obiekty tak dziwne, jak tekst nazywany „kopią Paulusa”, Paulus-Nachschrift, będący zapisem wykładów Schellinga z semestru zimowego 1841/42, który wbrew jego woli wydał jeden ze słuchaczy, Heinrich Paulus, pod tytułem Die endlich offenbar gewordene positive Philosophie der Offenbarung, Nareszcie objawiona pozytywna filozofia Objawienia. Schelling wytoczył wtedy Paulusowi proces, który jednak przegrał, co nie przeszkadza dzisiejszym badaczom traktować tego dzieła – dzieła Schellinga-Paulusa albo Paulusa-Schellinga – jako ważnego źródła wiedzy o rozwoju koncepcji Schellinga.
Mrocznym centrum tego uniwersum jest grupa tekstów napisanych pomiędzy rokiem 1810 a 1820, których wspólny tytuł jest Die Weltalter, Światowieki. To właśnie wtedy Schelling – po raz ostatni – próbował stworzyć dzieło filozoficzne. I to wtedy właśnie – po raz pierwszy – mu się nie udało. Wszystko to, co się później stało, będzie już tylko konsekwencją tamtej katastrofy.[...]
Schelling chciał pogodzić oświeceniowy projekt samostanowienia człowieka, który jako wolne i świadome istnienie podnosi się z przyrody, i pietystyczną wizję Boga, który wciąż na nowo się rodzi i wyłania z Boskości. Człowiek jest obrazem Boga. Wszystko, co wiemy o Bogu i co wiedzieć o nim możemy, ma swoje oparcie w naszej wiedzy o nas samych. Dla Schellinga nie ma więc żadnej różnicy pomiędzy teologią a antropologią: analiza ludzkiej świadomości i rekonstrukcja jej genezy pokaże nam narodziny Świadomości Bożej.
Przeszłość jest wiadoma, teraźniejszość – poznana, a przyszłość jest przeczuta.
Wiedza jest opowiedziana, poznanie – przedstawione, a co przeczute jest przepowiedziane.
Panowało dotąd wyobrażenie, że nauka jest tylko następstwem i rozwojem swoich własnych pojęć i myśli. Prawdziwe wyobrażenie jest takie, że jest to rozwój żywej i rzeczywistej Istoty, która w nauce się przedstawia.[...]
człowiek jest światem w pomniejszeniu, a zatem procesy ludzkiego życia od samej Głębi aż po najwyższe jego Wypełnienie muszą być zgodne z procesami ogólnego Życia. Pewne jest, że gdyby ktoś potrafił dzieje własnego życia spisać od podstaw, zamknąłby w jednym, krótkim wcieleniu całe dzieje wszechświata. Większa część ludzkości odwraca się jednak od tych Skrytości własnego Wnętrza, tak samo jak odwraca się od Głębiny wielkiego Życia i lęka się spojrzeć w otchłanie tamtej Przeszłości, która nazbyt w nich jeszcze zachowuje się jako Teraźniejszość.[...]
Kiedy zachoruje jakaś organiczna istota, wtedy wychodzą na jaw siły, które wcześniej leżały w niej ukryte; a kiedy węzeł Jedności całkiem się rozwiąże i kiedy siły Życia, poddane wcześniej czemuś wyższemu, zostają opuszczone przez Ducha, który nad nimi panował i mogą wreszcie swobodnie folgować swym własnym skłonnościom i działać w sobie właściwy sposób, wtedy dopiero objawia się Potworność, która przez ten cud życia była tłumiona, Potworność, o której w trakcie życia nie mieliśmy żadnego znaku; a wtedy to, co jeszcze przed chwilą było przedmiotem miłości lub uwielbienia, staje się przedmiotem lęku i straszliwej odrazy. Kiedy w Złu otwierają się otchłanie ludzkiego serca i wyłażą tamte straszliwe myśli, które na wieki powinny być pogrzebane w ciemnościach nocy, to wtedy wiemy dopiero, co jeszcze leży w człowieku podług możliwości i w jakim stanie jest tak naprawdę jego natura wzięta sama w sobie albo samej sobie pozostawiona.
Jeśli pomyślimy, jak wiele jest strasznych rzeczy w Naturze i Świecie Duchów, a jeszcze więcej wydaje się być przed nami zakryte przez jakąś życzliwą rękę, to wtedy nie możemy mieć wątpliwości, że Boskość tronuje nad światem Grozy, a Bóg zgodnie z tym, co w nim i przez niego jest ukryte, może być nazwany straszliwym i przerażającym – i to we właściwym, a nie w niewłaściwym sensie tego słowa.[...]
Ból jest czymś powszechnym i koniecznym we wszelkim życiu, jest nieuniknionym punktem przejściowym na drodze do Wolności. Przypomnijmy sobie o bólach rozwojowych ludzkiego życia, i to zarówno w fizycznym, jak moralnym znaczeniu. Dlatego nie zawahamy się także tamtej Praistoty (tej pierwszej możliwości zewnętrznie objawionego Boga), pokazać w stanie cierpienia, tak jak przynosi ją ze sobą rozwój. Cierpienie jest powszechnie, biorąc pod uwagę nie tylko człowieka, ale także Stwórcę, drogą do Panowania. On prowadzi ludzką naturę tą samą tylko drogą, którą musiała przejść jego własna Natura. Udział w tym wszystkim, co w jego Naturze jest ślepe, ciemne i cierpiące, jest konieczny, żeby podnieść go do najwyższej Świadomości. Każda pojedyncza istota musi poznać swoją własną Głębię; a to jest niemożliwe bez cierpienia. Wszelki ból pochodzi jedynie od Istnienia, a ponieważ wszelka żywina musi najpierw zawierać się w Istnieniu i z jego Ciemności przedzierać się do Świetlistej Przemiany, więc także ta Istota, która sama w sobie jest boska, musi w swoim Objawieniu naprzód przyjąć Naturę i dlatego musi także cierpieć, zanim zacznie świętować tryumf swojego wyzwolenia.[...]
Wawrzyniec Rymkiewicz
23-24/10/2010 Warszawa
Inne spojrzenie – spotkania z psychoanalizą Lacana. Wykład Marca Straussa
10/11/2010 Warszawa
Realne i wirtualne oblicza wolności
